
Aria przyzwyczaiła się już, że jest spychana przez wszystkich na drugi plan. Czarna, zwyczajna, wycofana w kontaktach z człowiekiem. Być może dla kogoś jest taka, jak inne czarne koty, ale nas rozczula zawsze jej uroczy biały żabocik. Jakby wybierała się właśnie do eleganckiej kawiarni 😉
Żyła między garażami, nieopodal działek, gdzie pewnie się urodziła. Przypałętała się do ludzi z dwójką swojego rodzeństwa. Jeszcze wtedy małe, puchate ale już naznaczone przez życie tułaczką i głodem. Dwójka jej rodzeństwa została złapana i od tamtego czasu cieszy się domem. A Aria… została sama.
Mniej śmiała od reszty została oznaczona metką dzikusa… W dodatku została uznana za kocura, więc nie została wykastrowana. Rok później, przy okazji łapania innych kotków, znaleźliśmy malutkie czarne kuleczki, które mama starannie schowała między oponami… To właśnie były dzieciątka Arii.
Maluszki z mamusią trafiły do nas. Pierwszy raz była dostrzeżona. Zaopiekowana. Nakarmiona. Na początku była bardzo wystraszona. Broniła się przed człowiekiem, jak umiała – syczeniem próbowała odgonić nas od siebie i swoich malutkich dzieci. To nigdy nie była agresja, tylko paniczny strach. Próby bliższego kontaktu kończyły się tym, że Aria oddawała pod siebie mocz.
Ale czas czyni cuda. Aria daje się głaskać, zaczepia nas, nawet nie omieszka stanąć koło naszych nóg i błagalnym wzorkiem prosić o kawałek kanapki… Napiszemy w sekrecie, że dzisiaj Arię można wygłaskać od stóp do głów! Choć na pewno nowy dom będzie musiał wykazać się cierpliwością i pozwolić, by Aria zaufała na nowo.
Koteńka jest bardzo grzeczna, spokojna. Ma teraz ok. 2 lat, jest wykastrowana, zaszczepiona i odrobaczona. Szukamy dla niej najlepszego domku… żeby już nikt jej nigdy samej sobie nie zostawił.