
Imię boga wojny z mitologii greckiej dostał nie bez powodu. Kiedy pojawił się na naszej drodze, wyglądał jak wojownik, który stoczył zbyt wiele bitew. Jego ciało pokrywały liczne blizny. Z połową ogona, reszta niemalże cała obdarta ze skóry – wszystko wskazywało na to, że wpadł we wnyki. Żył na ogródkach działkowych, gdzie głód zmusza koty do walki o każdy kęs, a nie wszyscy patrzą na nie życzliwie.
Był marzec. Noce były mroźne. Zmęczenie wieczną tułaczką, koci katar, z oczu lał się krwawy wyciek, organizm był wyniszczony, a w oczach nie było już nadziei. Pachnący kawałek parówki okazał się silniejszy niż strach. Głód wygrał. Dzięki temu udało się zamknąć drzwiczki klatki-łapki i rozpocząć walkę o jego życie.
Potem był weterynarz. Amputacja ogonka. Antybiotyki. Leki. Długie leczenie.
Ale najtrudniejsze rany nie były widoczne.
Przez wiele tygodni Ares nie opuszczał swojego kartonowego schronienia. Zwinięty w mały kłębek strachu udawał, że go nie ma. Jadł tylko wtedy, gdy nikt nie patrzył, zachłannie pochłaniając każdą porcję, jakby bał się, że za chwilę znowu będzie musiał walczyć o przetrwanie. Sam widok człowieka wywoływał w nim paniczny lęk. Ktoś musiał go poważnie krzywdzić i Ares to pamiętał.
Mijały dni. Potem tygodnie.
Ręka, która dwa razy dziennie podsuwała miseczkę, przestała być zagrożeniem. Stała się obietnicą bezpieczeństwa. Najpierw pojawiła się ciekawość. Potem pierwszy, nieśmiały dotyk. Każdego dnia wspólnie przekraczaliśmy kolejną granicę i budowaliśmy coś, czego wcześniej nie znał – zaufanie.
Dziś Ares to zupełnie inny kot. Nabrał ciałka. Jego futerko stało się gęste, miękkie i lśniące. Wśród osób, które zna, potrafi czuć się swobodnie. Na widok wyciągniętej dłoni zamiast ucieczki słychać cichy, rozczulający pomruk i widać w jego oczach nadzieję na odrobinę czułości.
Czasem jednak nadal chowa się do szafy. Jakby chciał zniknąć. Jakby wciąż nosił w sobie wspomnienia tamtych dni.
W półmroku widać tylko jego świecące oczy… i trudno nie zastanawiać się, ile musiał przeżyć, żeby tak bardzo bać się świata.
Dla Aresa szukamy wyjątkowego domu. Cichego, spokojnego i bezpiecznego. Domu, w którym nikt nie będzie od niego niczego wymagał. Człowieka, który zrozumie, że zaufanie nie rodzi się od razu, ale jest najpiękniejszym prezentem, jaki kot może podarować.
Historia Aresa jest jedną z tych, które przypominają, że czasem największym bohaterem nie jest ten, kto walczy, ale ten, kto mimo wszystkiego potrafi jeszcze zaufać!